plakat 2014_A2

Już niebawem, po raz 34. spod naszego kościoła wyruszy Warszawska Akademicka Pielgrzymka Metropolitalna.

Pielgrzymować będziemy pod hasłem: „Ostatnie słowa, ostatnie czyny…”.

Chcemy w czasie tegorocznej wędrówki pochylić się nad słowami Jezusa wypowiedzianymi z wysokości krzyża. Pragniemy modlić się do Boga za przyczyną Maryi o to, aby świat poznał miłość Ojca objawioną w swoim Synu Jezusie Chrystusie.

 

Zapisy w dniach 1 – 4 sierpnia, w godz. 9:00 – 19:30, w krużgankach naszego kościoła.
tel. 730 742 531

Rejestracja on-line od 14 lipca
e-wapm.waw.pl

Koszt pielgrzymki:  80 zł
Opłata bagażowa:  60 zł

plakatDrodzy Pielgrzymi!
Grupa biało-złota zaprasza na jednodniową, pieszą pielgrzymkę z Mińska Mazowieckiego do Wielgolasu.
Wszystkie szczegóły znajdziecie na stronie biało-złotej

http://www.bialozlota.org/2014/05/wielgolas-wiosna-2014.html

Zapraszamy!

Dzisiejszą Ewangelię dobrze zrozumieją ci, którzy na pielgrzymce preferują spanie w stodołach. Jak wiadomo, w stodole należy znaleźć się jak najszybciej, by znaleźć sobie jakieś sensowne miejsce, bo w przeciwnym wypadku przyjdzie spać w przejściu, albo przy samych drzwiach. To zaś nieuchronnie wiąże się z podeptaniem przez co najmniej kilka osób, które po apelu dłużej zamarudzą na dworze, albo postanowią udać się w środku nocy i w blasku księżyca za rzeczoną stodołę. Nic zabawnego, krótko mówiąc.

A Jezus z własnej woli zajmuje dzisiaj to feralne miejsce w przejściu. To właśnie ma na myśli, nazywając się „bramą owiec”. To nie żadna wydumana przenośnia, ale określenie powszechnej praktyki izraelskich pasterzy w tamtych czasach. Otóż, po zagonieniu stada na nocleg do zagrody i przeliczeniu owiec, pasterz sam kładł się na spoczynek w wejściu. W ten sposób wszystko, co chciało wydostać się z owczarni, albo do niej dostać, musiało przejść wierzchem po pasterzu, budząc go.

agnus-dei-1640

Dzisiaj Dobry Pasterz kładzie się w wejściu do zagrody mojego i twojego serca. Chce stanąć twarzą w twarz ze wszystkim, co z niego wychodzi i co próbuje się do niego dostać. Da się podeptać i skopać, ale nie opuści tego miejsca. Nie dlatego, że chce mieć kontrolę, że chce uwięzić swoją trzodę. Nie dlatego. Wyraźnie mówi, że owce mogą wchodzić i wychodzić, kiedy im się spodoba. Kładzie się w drzwiach mojego serca, bo pragnie bym Go ciągle na nowo budził, ciągle na nowo patrzył Mu w oczy. Pragnie słyszeć mój głos, choćby to było tylko beczenie. Pragnie, bym i ja nauczył się Jego głosu, żeby już nie zwodziły mnie głosy obcych. Chce, bym znalazł Pokarm.

Jak w tym tygodniu być blisko Dobrego Pasterza? Może właśnie położyć się obok Niego. Specjalnie zająć to najmniej wygodne miejsce, gdzie mnie potrącą, nadepną, kopną. W domu, w pracy, na uczelni, w towarzystwie znajomych. I nie marudzić, nie narzekać, że zamiast „dziękuję” usłyszę „spadaj stąd”. Spróbować nie zatrzymywać nikogo i niczego. Pozwolić ludziom wchodzić do mojego serca, życia, dnia kiedy chcą i wychodzić z niego, kiedy chcą. I troszczyć się tylko o to, by trafili na Pastwisko.

brat em.

Blesseds John XXIII, John Paul II to be made saints April 27Patrzymy dzisiaj na dwóch ludzi, którzy doszli do celu swojej pielgrzymki. Na dwóch niskopiennych górali, co weszli na sam szczyt chrześcijańskiego życia, jakim jest świętość. Wspominamy ich, podziwiamy ich. I próbujemy się od nich uczyć. Bo może nikogo z nas nigdy oficjalnie nie kanonizują, ale przecież wszyscy jesteśmy wezwani, by zasiąść kiedyś w jednych rzędzie niebieskich krzeseł z Janem XXIII i Janem Pawłem II.

Jak się wchodzi na taki szczyt? Jak się osiąga cel życiowej pielgrzymki w takim stylu? Mały poradnik w dzisiejszej Ewangelii. Po pierwsze: nie bać się swoich wątpliwości, nie bać się swoich pytań. One oczyszczają wiarę, pozwalają jej wzrastać, wyrastać wciąż ponad. Po drugie: traktować Boga na poważnie, jak Kogoś Naprawdę Żywego. Tomasz mówi: Dopóki nie zobaczę. Zakłada więc, że Zmartwychwstały rzeczywiście może być Zmartwychwstałym i będzie chciał się z nim spotkać. Trzecie i najważniejsze: Usłyszeć Jezusa, który zaprasza w głąb swoich ran. Zrozumieć, że Jego rany są występami skalnymi, po których jedynie można się wspiąć na Szczyt. Uchwycić się Jego ran. Ukryć w nich swoje rany. Te wielkie i te pozornie błahe. Wszystkie.

I ostatnie: umieć paść na kolana, dać świadectwo. Wyznać w Nim Pana – swojego Pana, i Boga – swojego Boga. Wziąć od Niego imię. Być jak On w swoich świętych – Tomaszu, Janie, Janie Pawle. Stawać się Wiernym, Dobrym, Wielkim.

brat em.

The_Way_of_the_Cross_at_sunset

Jezus wysyła uczniów, zastali wszystko przygotowane do drogi. Na oślicy wjeżdża do miasta świętego, Jerusalem. Tłum, wiwatuje, krzyczy: „Hosanna!”.
Nasuwają mi się tutaj słowa psalmu 24:
Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.

On jest Królem chwały, dla Niego jesteśmy dzisiaj zgromadzeni w kościołach, dla Niego modlimy się na wieczorach uwielbienia, dla Jezusa wyruszamy w drogę na pielgrzymim szlaku.
Jednak od nas zależy, czy będziemy z Nim na Jego drodze!

Bo wiesz, Bracie, Siostro, że wybór należy do Ciebie. Nikt Cię nie zmusza, nikt Ciebie, dorosłego człowieka nie będzie ciągnął za rękę, chociaż czasami być może tłum pociągnie Cię za sobą, to Twój wybór czy pójdziesz za Jezusem.
Możemy być z Nim na Jego drodze, ale tylko do momentu, kiedy wszystko układa się dobrze, tłum wiwatuje, radosne śpiewy i okrzyki. Któż by nie chciał być z takim Panem, Którego wielbią tłumy?

Dosadnie jednak Słowo uderza nas w czasie czytanej dzisiaj Męki Pańskiej, kiedy słyszymy o zaparciu się Piotra i zdradzie Judasza. Opuszczają Go najbliżsi, sami uczniowie, którzy wcześniej szli za Nim na Jego drodze!
Jezus pragnie naszej miłości, byśmy byli z Nim w Jego Męce, byśmy oddawali Mu nasze cierpienia.
Jednak ja, Ty, Bracie, Siostro jesteśmy słabi, także możemy zostawić Jezusa i nie przeżyć z Nim tej Paschy, przejścia ze śmierci do życia…
Piotr jednak po zaparciu się Pana, wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.
Wyjdź i Ty ze swojego dawnego życia, wyjdź z grobu zapierania się Boga, wyjdź na zewnątrz z grzechu, który Cię zniewala i żałując, przyjdź do Jezusa!
Bądźmy z Nim na Jego drodze, bo czas się wypełnił i bliskie jest królestwo niebieskie.

Brat JMK

Coś dla tych, którzy chociaż raz na pielgrzymce zamarudzili przy porannym wstawaniu lub przy zbieraniu się z postoju, albo musieli ciągnąć pod rękę znajomą marudę goniąc grupę znikającą za horyzontem. Takie doświadczenie skutecznie uczy, że każde spóźnienie, czy opóźnienie w drodze może mieć naprawdę poważne skutki. I o tym jest dzisiejsza Ewangelia.

Opóźnienie Jezusa w drodze do Betanii ma poważne skutki. Śmiertelnie poważne. Zwłaszcza dla Łazarza, dla którego kończy się śmiercią. Jezus w jedenastym rozdziale u Jana jest taką irytującą, niefrasobliwą pielgrzymkową marudą. Jakby zupełnie nie liczył się z konsekwencjami tego, co robi. Zresztą obie siostry delikatnie Mu to wypomną: Panie, gdybyś tu był… A On nic. Mało tego. Nie dość Mu jednego spóźnienia. Marta, widząc jak niewiele wskórała, biegnie powiedzieć Marii, że Jezus już idzie. Liczyła może, że Jego ulubienica osiągnie więcej. Ale On wcale nie idzie! Jakby nigdy nic czeka sobie przed wsią, aż i Maria sama się do Niego pofatyguje. Dziwne jest to zachowanie Jezusa w stosunku do umierającego i wobec osób w żałobie, nie? A to byli podobno Jego przyjaciele. Dziwna jest ta Ewangelia. I jakoś dziwnie znajoma.

Bo w moim życiu Bóg też czasem dziwnie się zachowuje. Też bywa beznadziejnie niepunktualny i spóźnia się z przychodzeniem do mnie, kiedy Go potrzebuję. Też zwleka z działaniem, kiedy jestem w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Najzwyczajniej nie reaguje, jakby Go nic nie obchodziło. O co chodzi? O co Mu chodzi, kiedy nie przychodzi?

Powtarza dziś do znudzenia. Abyście uwierzyli mówi apostołom. By uwierzyli – Ojcu.  Jeśli uwierzysz, ujrzysz – Marcie. Ją na dodatek pyta jeszcze: Wierzysz w to? I dostaje odpowiedź. Panie, ja uwierzyłam – mówi mu w oryginale Marta, co znaczy: uwierzyłam raz i wciąż wierzę. I ta jej odpowiedź jest niesamowita. Bo ona jest pomimo tego Jego całego dziwnego zachowania. Bo jest jeszcze przed wskrzeszeniem Łazarza. Jeszcze wtedy, kiedy nic go nie zapowiada. To jest odpowiedź w drodze.

W tym tygodniu prosty plan. Wierzyć Mu w drodze. Pozwolić sobie chodzić, a Jemu przyjść, kiedy zechce. Pozwolić Jemu i sobie zaufać mojej wierze w Niego. Mimo wszystko.Jezus tak właśnie traktuje przyjaciół. Liczy na ich wiarę w drodze. Ufa ich wierze. Wie, że są do niej zdolni, mimo wszystko. A potem na spokojnie wskrzesza Łazarza. Bo może, bo ma moc wskrzesić. I co mówi? Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić! Niech rusza w drogę! Żeby wierzyć!

brat em.

guerison-interieure-aveugleJezus uzdrawia dzisiaj ślepego od urodzenia, uzdrawia jednego, by pokazać innym, że także nie widzą.

Zobaczmy, ileż to wywołało emocji u ludzi, uzdrowienie jednego człowieka od urodzenia, a cały proces, dochodzenie. Dlatego nie sposób i w moim życiu nie zrobić takiego przesłuchania.Jaki jest mój wzrok, Panie? Czy też jestem ślepy? W jaki sposób patrzę na innych?Czy widzę Ciebie w mojej codzienności ?

Jestem ślepym grzesznikiem, który omija ciągle tych, którzy potrzebują mojego spojrzenia, moich oczu. Jestem egoistą, który ma założone ciemne okulary, by swobodnie spacerować ulicami, bez oślepiającego blasku słońca. Dzisiaj zaś słyszymy w drugim czytaniu: Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości!

Postępujmy jak dzieci światłości, bez ciemnych okularów, które mają chronić nas przed blaskiem Jezusa. Można założyć takie okulary, ciemności grzechu i naprawdę nie widzieć piękna świata, jego wspaniałości, nie dotrą do nas promienie miłości naszego Pana.

Wstań, który śpisz i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus!

Obudź się, Bracie, Siostro i pozwól, by Jezus zajaśniał na niebie Twojego życia.

On uzdrawia dzisiaj jednego niewidomego od urodzenia, by pokazać nam, ślepym, że także potrzebujemy  Twojej łaski, Twojej pomocy, Twojego błota na nasze oczy.

Jezu, Mój, daj mi Twoje oczy, bym wstał z grobu dawnego życia i powstał, by widzieć!

brat JMK

Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?” Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem.

Jeszcze cztery miesiące. Kwiecień, maj, czerwiec, lipiec i będzie pielgrzymka. Za cztery miesiące będziemy się już pakować, zwijać śpiwory, sprawdzać czy nam wystarczy śledzi do namiotu, zapisywać się w świętoannowych krużgankach do ulubionej grupy, umawiać na piątego rano. A dzisiaj Jezus mówi nam: Podnieście oczy. Zobaczcie więcej, sięgnijcie wzrokiem horyzontu. Co roku powtarzamy sobie w Jaskrowie, że przecież pielgrzymka trwa cały rok i tak dalej, i inne takie pobożne tekściki. Dzisiejsze Słowo to przypomnienie tych niby oczywistych spraw. Ale i okazja, by spojrzeć na nie z drugiej strony.

Wielu z nas idzie na pielgrzymkę, żeby się „naładować” na cały rok. Wiemy, jak wiele nam daje tych dziesięć dni. Wiemy, że bez nich nie bylibyśmy tacy sami. Ale to działa też w drugą stronę. Żniwiarz i siewca mają cieszyć się razem. Co to znaczy? To znaczy, że nie tylko pielgrzymowanie ma wpływ na resztę naszego roku, ale i nasza codzienność nie jest bez znaczenia dla tych dziesięciu wakacyjnych dni. Jak przeżyta pielgrzymka, taki cały rok? Zgadza się. Ale i takie pielgrzymowanie, jaki cały rok. Bo na jasnogórskim szlaku i na chodnikach powszedniego dnia jesteśmy tymi samymi ludźmi. Za cztery miesiące? Tak. Ale pola   j u ż   bieleją na żniwo. Już czekają pielgrzymkowe asfalty i szutry. Już dziś pakujemy się na sierpień. I z tym pójdziemy do Matki, czym dzisiaj napełniamy nasze serce. Co to będzie? O czym nie wolno zapomnieć?

Jezus wie, że w drodze bardzo ważne jest mieć coś do picia. Dlatego większą część dzisiejszego Słowa poświęca na reklamę Żyjącej Wody, która gasi każde pragnienie – Holy Spirit. Pragnienie nie ma szans. Dobrze by było znaleźć w tym tygodniu wolną chwilę, żeby na spokojnie przyjrzeć się Jego ofercie. Namiary – Jan cztery.

 

brat em.